00:18Zdarzyło się to w nocy, późno, dawno temu, w owoce Elmienia u Panego,
00:24Kiedy Adam był Delwin, a Mada mu na iło w odku obszędła,
00:30A Malk Montenocny, mąż ból zawsze mity,
00:35A najpierwniejsza z żeborczyń, na swej drodze rzecia Lilua zawsze brada jego miłosnym wejrzeniu,
00:43I zawsze mili bili dla zawsze motnej kochbidy,
00:47A Jarl Van Huter ojarzoną głowę trzymał dom góry w lampionie,
00:53Zimne dłonie kładąc po sobie.
00:56A dwaj jego mini, a wer nasi kuzyni, Tristoffer i Hilary,
01:01Jako piętali kopali w calkę na linoleum, wyścierającym jego Homerigo, Zasztel i Erdomostwo.
01:23Ale, Pidermot, któż w in i dom przybył, jeśli nie jego siostry Nieca, prawidowata pranikwiat?
01:34I wyjęła prani kwiat różowy, i oszczypiwała przed drzwiami,
01:41A roznieciła się, i stanęła w ogniu Hirlanda,
01:46Z mocą zalała ku drzwiom petitanie peruskie.
01:49Marku! Ty raz pierwszy! Jaaa! Czego ja, jakoby podpłapis Pipera!
01:59Iiii!
02:01A rozpańczyły się putarczki, lecz drzwi odparły jej kracji po holendorsku w nosał.
02:09Chodź!
02:17Chodź!
02:33Wtedy jej gracja, a małość porwała go.
02:38Zap!
02:40Komini Tristofera
02:42I szal Dziaki Zachód
02:45Ociekko
02:47Ociek
03:15Ociekko
03:16Poza tym
03:20Zastanego
03:21Ociekko
03:22Ociekko
03:22Ociekko
03:26Ociekko
03:27A Jarl van Hutter
03:30Depeshował da niej gruchając
03:31Jak Galon
03:34Stop, Diffra
03:35Zdop w melince wróć, ale ona zaklęła się szwartą.
03:39Zdop w melince wróć, zdop w melince wróć, zdop w melince wróć, ale ona zaklęła się szwartą.
03:49Tej nocy sza bitwy dano i jak branne wailki wyły, Angliony upadły gdzieś w Río.
04:02Przez czterdzieści lat prani kwiat krążyła po Turlemont, a z Gomini usunęła błogo zranione miłosne znamiona, mydląc i dłuliwiąc go
04:14goląco.
04:15Słów prosiła czterek namoczycieli, by zechcieli go nałechczać, aż nawróciła go na ludermanizm.
04:26I uznał je wnego Dbroga.
04:32A wtedy zaczęła biec dalej, ciecz dalej, aż...
04:37Birettom.
04:38Zjawiła się z Gomini we frontuchu u Jarla Van Houtera braz dwa staniem lata,
04:44lorą późnonocną po raz drugi.
04:48Pod jego bristolem.
04:55Van Houter zanurzał bardzo lobrażone pięty w Klermalcie, ściskając się ciepłymi dłońmi,
05:04a Gomini hilary i cycalka w pierwszych powijakach na wydzieraczce niżej wyrzymali się w kaszliwej walce,
05:12jak Brodar i Shistera.
05:18Wider była, prani kwiat biały znów się roznieciła i czerwone kury leciały z flarkotem ze wskórków.
05:30I moc z niej wróciła do wrót złą witaniem.
05:34Markuje raz, drugi.
05:37Ja czego jam, jako dwie prop chlepist portera?
05:43I szat, wroto jak brzmiała dorpowiedź lej Madestatu.
06:10Co przód myślił jej Madestat.
06:13Ostawiła Gomini i Gomini wyniosła.
06:16I Lili pod różnymi drogi ku Łomensland ociekła, ociekła, ociekła.
06:49A Jarl Van Hutter purgnał za nią, bracząc głośno jak finegalnica.
06:55Stop dom, stop dom, domu zwróć, hirwin binka stop.
07:01Stop dom, stop dom, domu zwróć, hirwin binka stop.
07:06Lecz prani kwiat zaklęła się szwardo.
07:11M... mnie podobna.
07:19Z lawr nocy tej słyszono stare, srogie zgrani wyjdzie i gwiazd strzały gdzieś w Eryjonie.
07:29Przez czterdzieści lat prani kwiat krążyła po Turlemenu.
07:34I ogrom wielu okruatnych jej kląt wbił w Gomini.
07:38I sprosiła cztery nauczycielki larksyków, aby przytykowały go do łez, a drywróciła go w tristiaństwo.
07:47Wpedni wszechpieczny.
07:53Wtedy to ruszyła deszcz siebie, deszcz ciebie aż w portka zmieniu.
07:58Bidomter znów była u Jarla Van Huttera i Larry Hill pod jej fartusolem.
08:05Jeśli nie poddach jego mansion dom, korą luźno nocną po czar trzeci.
08:13A Jarl Van Hutter podźwignął porywcze biodra na pętrę, a przeżuwał łap czwórką żołądków.
08:20Dary warze! Dar odwarze!
08:22A Gomini Tofertris i Cycalka mili sobie pod nim na waterklocie, ocałowując i opluwając się, wrogło i pogłodząc się, jak
08:33knofpeltrek i na iw bryt, a w drugich powijakach.
08:37I wyjęła prani kwiat deskoloru i roznieciła się i zaległy mrugnie w dolinach.
08:44Jak najmocniej umlała, z ark dała wiatanie przed łukiem triumpgarbnym.
08:52Arkuje raz trysty.
08:56Ja czego jam?
08:57Jako trzy prople, pist, portera.
09:02A tak potarczki dopiekły pańca.
09:08Bo jak kambelle, odciągający z widlancą pioruna, sam Jarl van Huter Bonerges, z dawna młotna damów hip-hop handy-hop,
09:20runął przez otwarki łuk pokwitalny, satączony przed trójzamkiem.
09:25W swym brundigniętym kapeluszu i cywilnym kołnierzu i krajszuli z buflona i bel braganckich po soksawicach i bryczesach z lat
09:35brokatu i bandoleżem z kategotu i furorą o bitych gumbutwach po nun kolana, jak rydzierający, że żółci, pozieniebniały oranista,
09:47na któremu fioł indygorę, na całą długość i strągbość i kłukość dzioba.
09:55I klopnął rót machem ręki, ech w haczep i ordał rozkaus i co za słów prtk prnął do niej, szatkaj
10:05ślep dziurko.
10:10I klopza goc i jeździ
10:13I czyli
10:14A
10:15A
10:21Per
10:22K
10:22K
10:23Sk
10:24K
10:24Por
10:44I ci, co tam byli, ta darmo pili, bo jeden mąż wręcz tunku tył zawsze łakomą partią dla dziewczyn w
10:53fartuszku.
10:55Był to pierwszy i literowaty otwór portografii, że na upalnej, ulewnej, u tętej ziemi, jak to kirse z krajcaru żylił
11:15szybko furtkę dla kapitela znerwali.
11:18Jak pokąd było, być może między wami być.
11:25Prani kwiat, przypaść miał cię cały przystatek.
11:29A Gomeni miał utrzymać falę pokoju.
11:31A Wanhuter miał zwietrać żagle.
11:33A posłuch u burk bywateli o potencjałym polis stanowi.
12:03A ZAWG.
12:05A ZAWG.
12:05A ZAWG.
12:07A ZAWG.
12:10A ZAWG.
12:11Dziękuję za uwagę.